poniedziałek, 19 czerwca 2023

Recenzja: Fake Dates and Mooncakes - Sher Lee

Opis fabuły

O Dylanie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest jak jego rówieśnicy. Oprócz szkoły i prób podjęcia decyzji na temat kierunku dalszej edukacji, chłopak pomaga w restauracji swojej cioci. Pewnego dnia, gdy Wojownicy Woka zostają bez dostawcy, jego obowiązki przejmuje Dylan i tym samym trafia na próg Adriana i Theo z pomylonym zamówieniem. W jego obronie staje drugi z chłopaków i tak dochodzi do zderzenia się dwóch światów - Dylan i Theo są od siebie tak różni, jak to możliwe, ale te różnice zdają się bardziej ich przyciągać niż odpychać. Tak bardzo, że Theo postanawia zaprosić Dylana na rodzinną uroczystość jako udawanego chłopaka. A to dopiero początek...

Opinia

Kuchnia azjatycka, udawane randki oraz dwóch absolutnie uroczych bohaterów - czy można coś jeszcze do tego dodać, by książka była lepsza? Oczywiście, można dodać pieska! I właśnie to zrobiła Sher Lee, tworząc swoją powieść. Od samego początku wiedziałam, że ta historia miłosna na dłużej ogrzeje moje serduszko, zwłaszcza podczas Pride Month.

Cała historia jest opowiedziana z perspektywy Dylana i jest to moim zdaniem bardzo dobry zabieg, ponieważ to on jest osobą, której trudniej się odnaleźć w nowej sytuacji. Rozdziały są przyjemnej długości i widać, że podział na nie został starannie zaplanowany. Głównym wątkiem jest oczywiście relacja między głównymi bohaterami, ale cieszę się, że pojawiło się wiele wątków pobocznych, które przedstawiają problemy dotyczące zarówno czytelników w wieku Dylana i Theo, ale również osób pochodzących z różnych grup społeczno-ekonomicznych. Wydaje mi się, że wiele z pokazanych kwestii jest często przez nas ignorowanych, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy z tego, z czym mierzą się osoby z innych grup wiekowych lub o innym statusie materialnym.

Dylan i Theo pochodzą z różnych światów i byłam ciekawa, jak zostanie to przedstawione w książce. Bałam się pójścia w toksyczną stronę i poczucia, że Theo próbuje uzależnić od siebie Dylana. Na szczęście nic takiego się nie stało. Cieszyło mnie że bogatszy z bohaterów nie jest stereotypowym księciem, który wszystko rozwiązuje pieniędzmi, ale pozwala Dylanowi na decydowanie o sobie samym. Dodatkowo, podobał mi się jego stosunek do rodziny Dylana, ponieważ podczas wizyt starał się pomagać i wziąć do pracy, a nie czekał na bycie "obsłużonym". Z drugiej strony, Dylanowi było o wiele trudniej dopasować się do stylu życia Theo. A właściwie, cały sekret polega na tym, że jeśli kogoś kochamy nie będziemy oczekiwać tego dopasowania, tylko zrobimy wszystko, by ta osoba czuła się komfortowo będąc sobą. I tego właśnie uczy nas relacja Theo i Dylana.

Sher Lee pokazuje że kultura krajów azjatyckich jest tak bogata, jak bogate w smaki są ich potrawy. A tak zupełnie serio, korzenie bohaterów i ich podłoże kulturowe zajmuje w powieści bardzo ważne miejsce, nie tylko ze względów kulinarnych. Opisane są też różnice w wychowaniu bohaterów i znaczeniu oraz obecności kultury przodków w ich dzieciństwie. Jest to kolejna z interesujących społecznych kwestii poruszonych w książce. Oprócz tego pojawia się także sprawa związana z problemami finansowymi Wojowników Woka, co uświadamia nam, jak trudno prowadzić rodzinną restaurację i jak wiele pułapek czeka na właściciela rodzinnego biznesu.

Na wyróżnienie zasługuje również bardzo przyjemny styl, jakim została napisana książka. Czyta się ją bardzo przyjemnie, ale jednocześnie możemy się delektować historią jak najpyszniejszym ciasteczkiem księżycowym Dylana. Wszystko wydaje się bardzo naturalne, ani bohaterowie, ani ich problemy nie są przesadzone do granic komiczności. Dodatkowo, moje serduszko skakało z radości, kiedy widziałam, jak dobrze komunikują się ze sobą bohaterowie. Mam wrażenie, że większość problemów w związkach książkowych wynika z braku komunikacji i bezsensownego trzymania niektórych wiadomości w tajemnicy. Tutaj na szczęście postacie są inteligentne, a do tego doceniają wartości rodzinne i wiedzą, że w większości przypadków rozmowa rozwiązuje 90% problemów, które nagle w magiczny sposób przestają się wydawać takie straszne.

Polskie wydanie jest absolutnie urocze. Wydawnictwo zdecydowało się na pozostawienie oryginalnej okładki i tytułu, które są cudowne i idealnie oddają ducha historii. Dodatkowo każdy rozdział ma miniaturową ilustrację talerza ciasteczek księżycowych na początku i jest to ten rodzaj detali, które uwielbiają wszystkie książkary! Na docenienie zasługuje również zostawienie niektórych cytatów po chińsku oraz research wykonany przez tłumacza na temat azjatyckich potraw. Dzięki wstawkom z opisami poszczególnych dań w przypisach, podczas lektury ślinka cieknie od samego wyobrażania sobie tych pyszności!

Ta książka spodoba się Wam na pewno, jeśli szukacie czegoś lekkiego i uroczego, ale denerwują Was głupiutcy bohaterowie. Tutaj mamy cudną historię miłosną dwóch młodych ludzi, z którą naprawdę miło spędzicie czas!

Ines de Castro

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.