czwartek, 31 marca 2016

Recenzja #19 - ,,Co znajduje się pod podłogą?"

#19

Tytuł: ,,Pod podłogą"
Autor: Michał Pstrucha
Seria: ABC
Czytelnicze wyzwanie: 49. Mrozi krew w żyłach
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2015

Thriller psychologiczny - debiut polskiego autora.

Opis z okładki
JEST JUŻ ZA PÓŹNO NA KROK WSTECZ
Łukasz nie pamięta swojego dzieciństwa ani pierwszych siedemnastu lat życia. Urywki z przeszłości nawiedzają go tylko w snach. Odkrywanie zapomnianej prawdy komplikuje się, kiedy poszukiwany przez policję morderca pozostawia auto na podjeździe Łukasza. Od tej chwili jego życie przestaje być monotonne. Coraz częstsze wizyty policji, dziwne przypadki, niewyjaśnione zniknięcia... Teraz Łukasz, czy tego chce, czy nie, musi poznać prawdę o swojej przeszłości. Nawet jeśli będzie to kosztować więcej niż jedno życie.

Informacja o autorze (z okładki)
Michał Pstrucha - mieszka i pracuje w Łodzi. Lubi aktywnie spędzać czas, pisać i kręcić filmy. Thriller psychologiczny ,,Pod podłogą" jest jego debiutem.


"Nie można roztrząsać przeszłości, zapominając o tym, co jest teraz". 

Opis fabuły
Łukasz pracuje w firmie, w dziale reklamacji. Każdy jego dzień wygląda tak samo: praca - dom. Co noc męczą go koszmary, w których, jak sądzi, zawierają się kawałki jego przeszłości, której nie pamięta. Pewnego dnia pod jego domem staje samochód poszukiwanego mordercy. Policja próbuje się czegoś dowiedzieć, złapać Oczkowskiego. Natomiast w Łukaszu narasta strach o swoje życie. Kasia, koleżanka z pracy, stara się go wesprzeć, ale w całą sprawę wplątuje się Natalia. Jest ona policjantką, która chyba zna Łukasza, ale mężczyzna nie wie skąd. Jak daleko zabrną poszukiwania przeszłości i dawnego życia? Do czego będzie zdolny posunąć się Łukasz? I czy wszyscy są tymi, za których się podają?

Ocena
Pierwszy raz miałam okazję czytać thriller psychologiczny. I doszłam do wniosku, że chyba nie jest to gatunek odpowiedni dla mnie. Ale zacznijmy od tego, co mi się podobało.
Bohaterowie są dobrze wykreowani, Są realni, a miejsce akcji jest dobrze opisane. Pan Pstrucha nie zanudza nas długimi opisami świata przedstawionego. Akcja wartko się toczy i czytelnik błyskawicznie pochłania kolejne strony powieści. Książka zawiera wszystkie elementy potrzebne do napisania tego rodzaju powieści. Wszystko jest uzupełnione nutką tajemnicy i mroku, od których zmroziło mi krew w żyłach, tak jak Łukaszowi. Tajna organizacja była świetnym pomysłem. Autor dobrze poradził sobie z pokazaniem tego, jak myślą jej członkowie. Pan Michał ukazał, co mogą zrobić ludzie trawieni przez chęć czynienia wyższego dobra. Ogółem, wszystko w tej powieści jest niezwykle intrygujące, wątek psychologiczny był bardzo dobry (umysł trawiony przez chorobę, a także zachowania innych bohaterów, gdy myślałam, że chcą zrobić z Łukasza wariata), mimo że czasem się w nim gubiłam. I w ten sposób przeszłam do tego, co mnie nie powaliło. Miałam problem z chronologią, czyli z tym co kiedy się działo - co jest snem, wspomnieniem a co rzeczywistością. Chwilę też zajęło mi dotarcie do prawdy, zrozumienie ujawnionych faktów oraz tego, kto po której stronie stoi. Czasem zdarzały mi się przestoje, podczas których musiałam trochę odpocząć od tej książki, ale było to chyba spowodowane faktem, że thriller psychologiczny nie jest gatunkiem, w którym dobrze się odnajduję. Aby podsumować, stwierdzam, że debiut pana Michała Pstruchy jest bardzo udanym debiutem, a powieść ,,Pod podłogą" jest lekturą obowiązkową dla fanów książek tego rodzaju.
Ocena książki: 7.5/10
Ines de Castro

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka za wysłanie mi egzemplarza recenzenckiego tej powieści! 

poniedziałek, 28 marca 2016

Recenzja #18 - ,,Czy Bóg rzeczywiście ma jakiś sekret?"

#18

Tytuł: ,,Tajemnica Boga"
Autor: Karina Krawczyk
Seria: ABC
Czytelnicze wyzwanie: 6. Polski autor
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2015

Opis z okładki
A GDYBYŚ TAK MÓGŁ SPEŁNIĆ KAŻDE SWOJE ŻYCZENIE?
Pewne tajne ugrupowanie szuka sposobu na odkrycie boskiej tajemnicy. Tropy wiodą w różnych kierunkach. Ponoć gdzieś żyją pustelnicy, którzy już dawno ją zgłębili. Nie mogąc ich odnaleźć, zdesperowani członkowie ugrupowania porywają jedyną osobę, która według nich może ich doprowadzić do upragnionego celu. A oni chcą osiągnąć... wszystko.

Informacja o autorze (z okładki)
KARINA KRAWCZYK- pasjonatka teorii spiskowych i kryminałów, wieloletnia właścicielka biura podróży i jednocześnie nauczycielka turystyki i hotelarstwa. Uważa, że ,,świat to za mało", dlatego z optymizmem żyje każdą chwilą.

Opis fabuły
Kaja, razem z Borysem, jest właścicielką Art Mody. Ma męża i córeczkę, Lenę. Jest szczęśliwa, jej największymi zmartwieniami są bieżące trendy modowe i kłótnie między Leną a babcią. Pewnego dnia poznaje Alana Korny'ego, który proponuje jej posadkę w swoich liniach lotniczych. Kobieta przechodzi kurs i rusza w świat jako stewardessa. Pewnego dnia odkrywa zdradę swojego męża i całe jej życie się sypie. Jak Kaja poradzi sobie w nowej sytuacji?
Moris należy do tajnej organizacji poszukującej tajemnicy Boga. Jest wierny swoim ideałom, ale jednocześnie chciwy i zachłanny. Nie cofnie się przed niczym. To on jest sprawcą morderstw zakonników i z pozoru przypadkowych ludzi. Zgodnie z rozkazami swojego Mistrza jeździ po całym świecie szukając sekretu, który może zapewnić mu nieograniczoną władzę. Czy Morisowi uda się znaleźć właściwy trop i zdobyć to, na czym mu tak zależy? A może rozwiązanie jest prostsze niż może się wydawać?

Ocena
Wyobrażaliście sobie, jakby to było, gdyby Dan Brown napisał coś razem z Jamesem Rollinsem? Ja tak i odpowiedź na pytanie jakby to wyglądało znalazłam w tej książce. Byłaby to po prostu ,,Tajemnica Boga". Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterów, każdy ma swój indywidualny charakter. Powieść jest niezwykle mroczna i tajemnicza, pełna zagadek, których rozwiązania znajdujemy na ostatnich stronach powieści. Książka trzyma w niesamowitym napięciu i jest bardzo realistyczna. Wszystko można przenieść do dnia dzisiejszego i nikt by się nie zorientował, że za jakimiś morderstwami stoi ugrupowanie szukające sekretu Boga. Powieść w znaczny sposób porusza zagadnienia wiary chrześcijańskiej. Bardzo dobrze opisane są też dzieła sztuki i ciekawe miejsca we Włoszech i nie tylko. Widać, że pani Krawczyk wiedziała, o czym pisała. Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to do zbyt późnego połączenia wątków Kai i Morisa oraz do zniknięcia pewnych tematów, takich jak praca głównej bohaterki w liniach lotniczych czy postać Konrada. Całą powieść można było jeszcze bardziej skomplikować, ale obecna wersja jest jak najbardziej w porządku i książkę można spokojnie pochłonąć w kilka wieczorów. Ogółem książka bardzo mi się podobała, mimo niewielkich niedociągnięć, ale myślę, że w kolejnych powieściach pani Karina je zlikwiduje :). Na uwagę zasługuje też znakomite i nieprzewidywalne zakończenie, a takie lubię najbardziej.
Co do wydania, to jest ono bardzo fajne. Cudna okładka! Czcionka mogłaby być mniejsza, ale dzięki większemu rozmiarowi, po powieść mogą sięgnąć dalekowidze bez potrzeby wkładania okularów (na przykład moja babcia). Książka ma trochę nietypowy format, ale dzięki temu można ją wszędzie zabrać, a także bez przeszkód czytać w domu.
Ocena książki: 8,5/10
Ines de Castro

Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki ogromnej uprzejmości wydawnictwa Oficynka. Dziękuję!

niedziela, 27 marca 2016

Recenzja #17 - ,,Cudowne, nastoletnie połączenie Jamesa Bonda i Sherlocka Holmesa"

#17

Tytuł: ,,Chłopak nikt" - ,,The Unknown Assassin #1. I Am The Weapon"
Autor: Allen Zadoff
Seria: ,,Chłopak nikt"
Czytelnicze wyzwanie: 50. Tytuł ma tyle samo sylab, co moje imię.
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2014

Dorwana za 10,47 na dadada.pl
Mam nowego książkowego męża - to chyba powinno wystarczyć.

,,Właśnie dlatego unikam wszelkich związków z ludźmi. Są skomplikowani. Chcą ode mnie rzeczy, których nie mogę im dać".

Opis z okładki
Osierocony i wychowany w eksperymentalnym obozie, w którym uczyniono z niego broń idealną.
W zasadzie go nie ma. To znaczy jest tylko narzędziem, które unieszkodliwia niebezpiecznych wrogów jest kraju. Nie ma własnego życia, własnych planów, własnych marzeń, własnych uczuć. Ma tylko swoje zasady. I swoje sposoby. Umie myśleć i przewidywać. Umie posługiwać się zadziwiającą technologią. Jest zabójczo skuteczny i praktycznie niewidzialny, bo któż obawiałby się zwyczajnego, sympatycznego nastolatka.
Czy jest w nim jakiś słaby punkt? Czy jest szczelina, przez którą można wniknąć, by go zniszczyć? Czy warto go zniszczyć? I czy on na to pozwoli?
Powieść, jakiej nikt się nie spodziewa. I bohaterka, jakiej on się nie spodziewa.

,,Też kiedyś miałem uczucia. Chyba. Ale to było bardzo dawno temu".



Opis fabuły
Główny bohater kończy swoją misję. Zabija ojca swojego najlepszego kumpla, Jacka, i rusza, by podjąć się kolejnego zadania. Niespodziewanie, zostaje zaatakowany przez czterech Azjatów. Walczy z nimi i po wygranej bójce odjeżdża. Kontaktuje się z Matką i Ojcem, którzy przekazują mu kolejną misję. Tym razem jest ona wyjątkowa. Ma tylko 5 dni na zabójstwo burmistrza Nowego Jorku. W tym celu przenosi się do szkoły, gdzie uczy się Samara. Tam poznaje wiele ciekawych osobowości i sam staje się sensacją. Szybko nawiązuje kontakt z Sam, jednak czy pięć dni wystarczy, by zabić jej ojca? Czemu ta misja jest taka niezwykła? I jakie nowe fakty zostaną ujawnione w trakcie jej trwania?

,,Kiedy ktoś bije się sam ze sobą, zawsze przegrywa".


Ocena
Intrygujący tytuł, świetna okładka, dynamiczna akcja i cudowny główny bohater - to właśnie ,,Chłopak Nikt". Pomysł na powieść jest oryginalny i nie spotkałam się z drugą taką książką. Autor pisze bardzo przyjemnym do czytania językiem. Pokazuje naiwność ludzi i wyższość tajnych organizacji nad ,,zwykłymi śmiertelnikami". Zach (jest to prawdziwe imię mojego nowego męża) jest po prostu bronią idealną. Ma wszystko zaplanowane w najmniejszym calu i prawie zawsze wykorzystuje nadarzające się okazje. Kolejną zaletą autora, Allena Zadoffa, jest to, że podczas pisania chyba całkowicie wyzbył się emocji. Podczas tworzenia powieści, pisarze przelewają swoje uczucia na bohaterów książek. A tu... Zach nie ma emocji, uczuć. Do czasu. Pojawiają się one powoli i w nieznacznych ilościach. Później chłopak znów się ich pozbywa, bo widzi ich wpływ na siebie. Zach jest niezwykle oddany i wierny Programowi, mimo wszystkich złych chwil, jakie Matka i Ojciec mu dostarczyli.
Polskie wydanie posiada przejrzystą formę i cudną okładkę. Na uwagę zasługuje także to, że rozdziały nie mają konkretnych nazw. Za tytuł służy pierwsze zdanie rozdziału - jest to bardzo ciekawy zabieg.

Uważam, że powieść jest wspaniała i na pewno warta przeczytania. Razem z ,,Black Ice" są moimi ulubionymi książkami przeczytanymi w tym roku. Polecam każdemu, bez względu na upodobania, wiek czy płeć.
Ocena książki: 11/10
Ines de Castro

,,Życie toczy się dalej. Nawet po największych tragediach po prostu toczy się dalej".

,,Wyboru dokonują za nas nasze ograniczenia".


Życzenia na Wielkanoc 2016

WESOŁEGO ALLELUJA!
W ten piękny dzień chciałabym życzyć Wam wszystkiego co najlepsze: radości i wielu łask bożych płynących z pustego już grobu Chrystusa, wielu pięknych chwil spędzonych z rodziną, świadomości, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi oraz nadziei na lepsze jutro, zmartwychwstanie i życie wieczne.

Ines de Castro


sobota, 26 marca 2016

TAG - Co by było gdyby...?

Hejka!
Mam dla Was TAG, do którego nominowała mnie Paulina z bloga Miasto Książek . Mam nadzieję, że się Wam spodoba...

Co by było gdyby mama Muminka nie urodziła Muminka?
Wtedy nie byłaby Mamą Muminka, Włóczykij nie miałby przyjaciela. No i analogicznie Tata Muminka nie byłby Tatą Muminka i cała seria strasznie by się skomplikowała :P. Ach, no i Panna Migotka nie pokochałaby Muminka (bo by nie istniał), a Mi nie miałaby komu dokuczać :)

Co by było gdyby Prim nigdy nie została wylosowana do Igrzysk?
Hm... wtedy Katniss nie musiałaby zgłaszać się na ochotnika i nie byłaby z Peetą. Główna bohaterka nie poznałaby Finnika i może byłaby z Galem. Razem by uciekli i żyli w lesie. Natomiast rewolucja rozpętałaby się (o ile w ogóle) dużo później i nie zginęłoby tylu ludzi.

Co by było gdyby rodzice Harry’ego nie zostali zamordowani?
Wtedy Harry nie byłby Chłopcem, Który Przeżył. Pewnie żyłby normalnie, od dziecka z wiedzą o czarodziejskim świecie i o tym, kim jest. Nie musiałby wyruszać na niebezpieczne misje, a Dumbledore nie okazywałby mu takiej sympatii. Może wcześniej zaprzyjaźniłby się z kimś z Hogwartu i później nie tworzyłby Złotej Trójcy razem z Ronem i Hermioną.

Co by było gdyby Hermiona byłaby Chinką?
Może wtedy przyjaźniłaby się z Cho Chang? I być może miałaby więcej adoratorów (niektórym podobają się Azjatki) i nie byłaby z Ronem. Może wtedy Harry by się w niej zakochał albo ktokolwiek inny, byle nie Ron!

Co by było gdyby Tiara Przydziału umieściła Harry’ego w Slytherinie?
Wtedy może Harry zaprzyjaźniłby się z Draconem? Byłoby super! I do tego może Snape wybaczyłby mu decyzję jego matki... Harry mógłby się też więcej dowiedzieć o Voldziu i szybciej go zabić. No i nie musiałby pić eliksiru wielosokowego w drugiej klasie :D

Co by było gdyby Lily poślubiła Snape’a a nie Jamesa?
Wtedy byłoby... dziwnie. Ale zaraz, wtedy nie byłoby Harry'ego! To znaczy, byłby ale z tłustymi włosami i wielkim nosem :P. I James byłby zraniony, Syriusz nie byłby chrzestnym Harry'ego i główny bohater nie poznałby reszty Hunctwotów!

Co by było gdyby Clary nie poszła na urodziny do klubu Pandemonium?
Przede wszystkim, nici z wszelakich wątków miłosnych! Clace, Sizzy i Malec - to wszystko by nie istniało! No i Clary mogłoby się coś stać podczas porwania jej matki i wcześniej i bardziej brutalnie dowiedziałaby się, kim jest. Chyba, że przeszłaby na stronę Valentine'a...?

Co by było gdyby gdyby Łucja nie weszła do szafy?
Wtedy Narnia nie przeszłaby swojego okresu świetności, Czarownica nie zostałaby pokonana. Pan Tumnus nie naraziłby się władczyni i inne dzieci, o których czytamy w serii nigdy nie weszłyby do Narnii. No i nie wiadomo, czy Aslan kiedykolwiek by się pojawił.

To już wszystko, mam nadzieję, że TAG Wam się spodobał. Dziękuję Paulinie za nominację. Wszyscy, którzy chcą mogą zrobić ten TAG - nominuję Was :).

Ines de Castro

piątek, 25 marca 2016

Wieczór filmowy #11 - ,,Vice: Korporacja zbrodni"

#11

Tytuł: ,,Vice: Korporacja zbrodni" - ,,Vice"
Reżyser:  Brian A Miller
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2015
Na podstawie: -

Film zbierający skrajnie pozytywne lub negatywne opinie. W głównej roli Bruce Willis...

Fabuła
A gdybyś tak mógł spełnić wszystkie swoje marzenia? Fantazje o gwałtach, napadach i morderstwach? To wszystko możesz zrealizować właśnie tu...


To właśnie w Vice, z pomocą grupy cyborgów i Twoich pieniędzy, możesz spełnić wszystkie swoje zachcianki. Drinki, ekskluzywne pokoje i mnóstwo rozpusty - to wszystko czeka na Ciebie. Czyż Vice nie jest rajem na ziemi?
Tak właśnie może się wydawać. Oddzielony obszar, gdzie możesz robić wszystko, co tylko chcesz jest Twoim własnym, małym rajem. Wszystko idzie gładko i pięknie, dopóki jeden z cyborgów nie zaczyna mieć wspomnień. Tak, wspomnień. Bowiem te cyborgi codziennie są resetowane i przeżywają w kółko ten sam dzień. Aż wreszcie Kelly przypomina się jej ostatnia śmierć. Ucieka z Vice, a za nią w pogoń ruszają ludzie szefa korporacji. Agencją zainteresowana jest też policja - Roy chce raz na zawsze zniszczyć Vice, ponieważ popełniane na cyborgach zbrodnie przenoszą się do realnego świata. Czy Roy pomoże uciekającej Kelly a może na jej drodze stanie ktoś jeszcze?

Ocena
Historia przedstawiona w filmie jest bardzo oryginalna. Wykreowanie Vice jako ogromnego domu rozpusty świetnie wyszło reżyserowi. Oczywiście film jest brutalny, ale dzięki temu bardzo zyskuje na realizmu. Aktorzy zostali bardzo dobrze dobrani, Thomas Jane grający Roy'a spisał się na medal. Film ma wiele zwrotów, i tak już dynamicznej, akcji. Jedyne, co mi przeszkadzało to celność, a raczej jej brak, u ludzi Juliana. Ogółem film mi się podobał, myślę, że warto go zobaczyć nie tylko dla dobrego kina akcji, ale także dla refleksji nad tym, czy nasze marzenia rzeczywiście są dobre.
Film dostaje ode mnie mocne 8/10
Ines de Castro

Wieczór filmowy #10 - ,,John Wick"

#10

Tytuł: ,,John Wick" - ,,John Wick"
Reżyser:  David Leitch, Chad Stahelski
Kraj produkcji: USA 
Rok produkcji: 2014
Na podstawie: -

Film o byłym płatnym zabójcy, który po śmierci żony wraca do fachu z pragnieniem zemsty. W roli głównej niezastąpiony Keanu Reeves.


Fabuła

John Wick był swego czasu najlepszym płatnym zabójcą w USA. Kiedy poznał swoją żonę wycofał się dla niej z brudnego biznesu. Po jej pogrzebie otrzymuje od ukochanej pośmiertną przesyłkę - pieska, który ma być jednocześnie pamiątką dla Johna. Niestety, syn groźnego mafiozy przez chciwość dokonuje kradzieży i brutalnego napadu na Johna. Podczas zdarzenia, zabija szczeniaka i kradnie Mustanga Wicka. Główny bohater, pałający chęcią zemsty, zagłębia się w mroczną przeszłość płatnego mordercy i szuka winnego ostatniej straty. Wraca do mafijnego półświatka i wkrótce to on staje się potencjalną ofiarą. Czy John zdoła się zemścić czy może łowca stanie się ofiarą?


Ocena

Film wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie spodziewałam się większości scen, wszystko ogromnie mnie zaskoczyło. Keanu Reeves spisał się doskonale, wszystkie sceny walki wyszły aktorom cudownie. Do tego świetna muzyka - pod tym względem jest to jeden z najlepszych filmów. To, co jeszcze mi się podobało to wiele zwrotów akcji oraz przedstawienie mafijnego półświatka - porachunki i starzy znajomi Wicka dodają dynamiki temu filmowi. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to jeden z filmów, gdzie wszyscy się biją, zabijają, po prostu kolejna sensacyjna produkcja. Jest to jednak nieprawda. Fakt, niektóre sceny są brutalne, ale bardzo realistyczne. Film ma swój klimat i pokazuje do czego są gotowi ludzie z chciwości oraz osoby zdesperowane. Może ktoś z Was odnajdzie w sobie Johna? A może ktoś inny pokocha go tak samo jak ja?
Ocena filmu: 9/10
Ines de Castro

Wieczór filmowy #9 - ,,Twarz anioła"

#9

Tytuł: ,,Twarz anioła" - ,,The Face of an Angel"
Reżyser: Michael Winterbottom
Kraj produkcji: Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2014
Na podstawie: ,,Angel face" - Barbie Latza Nadeau oraz historia prawdziwa

Budzący zachwyt debiut Cary Delevingne, jednak czy w istocie jest się czym zachwycać?

Fabuła
Jest to historia brutalnego morderstwa studentki widziana oczami dziennikarzy. Główny bohater, Thomas, jest reżyserem i chce nakręcić film o śmierci Elizabeth. Wyjeżdża więc do Włoch, by lepiej poznać tę historię i tym samym uczestniczyć w ostatecznym procesie przeciwko podejrzanej, Jessice. W sprawie pomaga mu piękna, włoska dziennikarka, która wprowadza go w zwyczaje i kulturę Sienny, gdzie dzieje się akcja. Thomas we Włoszech poznaje wiele różnych osobowości, w tym Melanie, która oprowadza go po ,,ciemnej stronie" Sienny. Thomas zaczyna prowadzić własne śledztwo jednocześnie wpadając ze skrajności w skrajność. Atmosfera wokół filmu robi się coraz gęstsza tak samo jak wokół sprawy Jessiki. Czy uda się odkryć prawdę, czy sprawa morderstwa Elizabeth już na zawsze pozostanie tajemnicą?

Ocena
Jedno wielkie rozczarowanie - tak mogę określić swoją ,,przygodę" z tym filmem. Spodziewałam się znakomitego kryminału na miarę przygód Holmesa, a dostałam nic niewnoszącą obyczajówkę. Po pierwsze, bohaterowie - okropnie wykreowani, bez celu w życiu i na dodatek bezmyślni. Po drugie, aktorzy - tu jest dobrze, jest to jedna z niewielu zalet tego filmu. Pomysł na film byłby naprawdę dobry, gdyby nie otwarte zakończenie bez jakiejkolwiek pointy. Nie widzę żadnego sensu w kręceniu takich filmów. Ich zakończenie można podsumować ,,I koniec, i bomba. Kto patrzył, ten trąba", bo tak jest naprawdę. Na koniec widz wie tyle samo, co przed zobaczeniem tego filmu. Na początku zapowiadało się ciekawie, akcja toczyła się dynamicznie, by potem zwolnić i zostawić mnie rozczarowaną i zadziwioną tym, jak ktoś mógł się tym zachwycać. Jedynym plusem była dla mnie rola Cary, mimo że drugoplanowa, to modelka zagrała lepiej niż doświadczeni aktorzy obsadzeni w głównych rolach.
Ocena filmu: 3/10
Ines de Castro

Recenzja #16 - ,,7 razy ten sam dzień..."

#16

Tytuł: ,,7 razy dziś" - ,,Before I fall"
Autor: Lauren Oliver
Seria: -
Czytelnicze wyzwanie: 40. Z liczbą w tytule
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2015

Nowy ,,Dzień Świstaka", ,,Na skraju jutra" czy może coś zupełnie nowego i oryginalnego?

Fabuła
Samantha Kingston jest szkolną gwiazdą. Wszystko uchodzi jej na sucho. W dodatku ma zwariowane przyjaciółki i chłopaka, który jest popularnym szkolnym ciachem. Śmieje się z mniej popularnych dziewczyn, ale nikt nie zwróci jej uwagi. 12 lutego, w Dzień Kupidyna, Sam bierze udział w imprezie u Kenta. W ten sam dzień ma przeżyć swój pierwszy raz ze swoim chłopakiem, Robem. Niestety, do niczego między nimi nie dochodzi, gdyż Samantha ginie w wypadku samochodowym. Jednak... Sam budzi się. Znów jest 12 lutego i wszystko zaczyna się od nowa. Czy Sam uda się uwolnić z pętli czasu? Czy dziewczyna zrozumie swoje błędy?

Ocena

Książka od dłuższego czasu bardzo mnie intrygowała. Słyszałam o niej bardzo pozytywne opinie i chciałam poznać twórczość pani Oliver. Teraz, kiedy już przeczytałam tę powieść, stwierdzam, że pani Oliver kreuje świetnych bohaterów i ma niezwykły talent. No, ale po kolei. Książka mi się podobała, mimo że w pewnym momencie się zacięłam i nie potrafiłam czytać dalej. Po jakimś czasie jednak wróciłam do przygód Sam i ponownie się w nich zakochałam. A właściwie zakochałam się w Kencie, który został moim nowym książkowym mężem :). Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, ale jednocześnie pełni skrajności i sprzeczności. Zachwyciło mnie przedstawienie Samanthy jako bohaterki dynamicznej, która próbuje uwolnić się z pętli czasu, w której znalazła się w momencie swojej śmierci. W czasie siedmiu dni, a właściwie tego samego dnia przeżywanego siedem razy, wychodzą na jaw różne tajemnice, sekrety z przeszłości Sam i jej przyjaciółek. Dzięki temu czytelnik może zobaczyć motywy postępowania Lindsay i innych bohaterów powieści. Rozumiem też postępowanie Sam każdego kolejnego dnia - przecież może pocałować nauczyciela, skoro on nie będzie tego pamiętał następnego dnia.

Kolejną zaletą jest podział książki na 7 rozdziałów - po jednym na jeden dzień. No i nie zapominajmy o cudownej okładce. Myślę, że kiedyś wrócę do tej książki, bo jest to powieść poruszająca bardzo ważne aspekty naszego życia. W czasie czytania o błędach Sam, można skłonić się do refleksji nad swoim życiem i dostrzec swoje niewłaściwe zachowanie.
Ocena książki: 8/10
A co Wy sądzicie o ,,7 razy dziś"? I mała prośba do Was: znacie książkę, której główny bohater ma inicjały M.P. lub B.T.?
Ines de Castro

czwartek, 24 marca 2016

Wieczór filmowy #8 - ,,Za jakie grzechy, dobry Boże?"

#8

Tytuł: ,,Za jakie grzechy, dobry Boże?" - ,,Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu?"
Reżyser: Philippe de Chauveron
Rok produkcji: 2014
Kraj produkcji: Francja
Na podstawie: -

Komedia inna niż wszystkie, w swobodny i lekki sposób poruszająca tematy nietolerancji i uprzedzeń rasowych oraz religijnych.


Fabuła
Claude i Marie mają cztery córki. Chcą dla nich tego co najlepsze, w tym dobrego męża dla każdej. Ich marzenia po części się spełniają. Trzy córki wychodzą za mąż, ale mimo to rodzice nie osiągają pełni szczęścia. Dlaczego? Ponieważ ,,wymarzeni" zięciowie to: Chińczyk, Arab oraz Żyd. Każde rodzinne spotkanie kończy się kłótnią z powodu nieco rasistowskich poglądów i uwag autorstwa Claude'a. Gdyby tego było mało, szwagrowie spierają i dogryzają sobie nawzajem. Cała nadzieja na cudownego zięcia tkwi w Laure, najmłodszej z córek. Pewnego dnia oświadcza ona, że wychodzi za katolika. Co z tego, skoro jest on... czarnoskóry? Wydaje się, że rodziców sytuacja przerasta, ale okazuje się, że rodzice pana młodego też mają uprzedzenia co do ślubu z ,,białą". Jak zakończy się ta historia? Czy Laure i Charles będą razem szczęśliwi?
Ocena
Kiedy zaczęłam oglądać ten film, miałam pewne wątpliwości, czy na pewno trafi on w moje poczucie humoru. Bawią mnie komedie typu ,,Głupi i bardziej głupi", więc myślałam, że zobaczę w ,,Za jakie grzechy..." tylko film obyczajowy. Na szczęście tak się nie stało. Komedia jest świetnie wyważona, mamy komizm słowny oraz sytuacyjny. Jednakże nie jest to po prostu płytki film, przy którym można się pośmiać. Jest to opowieść poruszająca bardzo ważne tematy, takie jak nietolerancja oraz uprzedzenia rasowe i religijne. Problematyka filmu zahacza też o współczesny konflikt pokoleń. 

Aktorzy są dobrze dobrani, a postacie świetnie wykreowane. Podoba mi się, jak zięciowie Claude'a powoli dochodzą do porozumienia i wieczne kłótnie zamieniają się w przyjaźń. Najlepszym momentem była dla mnie scena Bożego Narodzenia, kiedy każdy z mężczyzn tłumaczył swojemu dziecku, kim był Jezus, a także scena, w której calusieńka rodzina wybrała się na pasterkę. Było to jednocześnie wzruszające i przezabawne. Na pewno kiedyś wrócę do tego filmu, bo jest naprawdę wart oglądania. W świetny, lekki sposób jest poruszana poważna problematyka. Natomiast wykreowany wizerunek rodziny jest po prostu idealny - rodziny wspierającej się, chcącej dla siebie nawzajem jak najlepiej.
Ocena filmu: 9/10
Ines de Castro

    
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.