środa, 7 listopada 2018

Recenzja #182 - Składam ofiarę - Ofiara - Max Czornyj

Z czasem zabliźniają się nawet najgorsze rany.
Opis fabuły

Sprawa z Cztery Iksem wydaje się banalnie prosta, rozwiązana w najlepszy możliwy sposób. Policja jest z siebie zadowolona do czasu, gdy zostaje porwana kolejna kobieta, a do centrali wpływa zgłoszenie o kolejnych znalezionych zwłokach w masakrycznym stanie. Czyżby Cztery Iks miał naśladowcę? Nikt nie chce dopuścić do siebie tej myśli. Nawet komisarz Eryk Deryło, który zostaje wplątany w tę sprawę na płaszczyźnie osobistej. Czy porywczy policjant jest w stanie stawić czoła niebezpiecznemu mordercy?


Opinia

Gdyby nie otrzymanie Ofiary, moja przygoda z Maxem Czornyjem nigdy by się nie zaczęła. Co więcej, ten tom zapowiadał się naprawdę znakomicie, zwłaszcza po emocjonującym zakończeniu Grzechu. Niestety, jak dla mnie zadziałała tu klątwa drugiego tomu, moim zdaniem autor odnotował tu lekką tendencję spadkową.
Sprawa ponownie zostaje przedstawiona przez narratora trzecioosobowego, który nie skupia się tylko na Deryle, ale także na poczynaniach mordercy oraz osób postronnych i innych uczestników śledztwa. Nie wiem, czy czasem nie jest tego za dużo - wątki poboczne nie pozwalają całkowicie skupić się na prowadzonej sprawie kryminalnej. Rozumiem ogromny nacisk kładziony na relacje głównego bohatera z rodziną, ale cała reszta wydaje się lekko przysłaniać istotę śledztwa.


Eryk Deryło traci w tej części wizerunek pracoholika i dziwaka, ponieważ jego sytuacja rodzinna wysuwa się na pierwszy plan, jeśli chodzi o tę postać. Żona i córka Eryka niestety trochę giną w tłumie, mimo że to one trzymają go przy zdrowych zmysłach. Przy okazji, czytający uświadamia sobie, jak wygląda życie rodziny, której głową jest policjant. Co więcej, nie wiem jak osiągnął to autor, ale czytelnik czuje do Deryły dziwne przywiązanie, boi się o jego los, mimo że nie znamy dokładnie osobowości ekscentrycznego komisarza. Tymczasem, morderca zostaje przedstawiony jako okrutny zwyrodnialec, którym rzeczywiście jest. Autor pokusił się także o wprowadzenie kilku nowych bohaterów drugoplanowych, jak profesor Wilewicz czy Przemysław Obara. Ten pierwszy potrafi utemperować nawet Deryłę, co z pewnością stanowi niezbyt łatwe zadanie. Wydaje mi się, że wątek Obary mógłby zostać troszkę lepiej pociągnięty, ale rozumiem - nikt nie chce robić Chyłce konkurencji.


Jak pewnie pamiętacie z mojej recenzji lub własnej lektury Grzechu, książka ta jest bardzo brutalna i zawiera dokładne opisy masakrowania ciał. Tutaj jest tego jeszcze więcej, wierzcie mi lub nie. Morderca bawi się z policjantami w kotka i myszkę, będąc przy tym wyjątkowo bezwzględny. Bardzo spodobało mi się dobre rozciągnięcie akcji w czasie - czasem sami bohaterowie nie mogą uwierzyć, że w czasie kilku godzin miało miejsce tak dużo rzeczy. Czornyj ciekawie pokazał też zależności występujące między stróżami prawa oraz to, że są oni tylko ludźmi i jak każdy mają słabości, które można wykorzystać. Jeśli chodzi o prowadzone śledztwo, to widać, że morderca ma kontrolę, właściwie steruje tym, co robi policja. Dochodzenie ma charakter nieco poszlakowy, łapanie się pojedynczych tropów oraz dogłębne analizy zebranych materiałów i opisów zachowań. Po tak dociekliwym badaniu każdej możliwości, policjanci powinni być kilkanaście kroków przez mordercą. Niestety, ten doskonale wie, jak z nimi pogrywać i w pełni to wykorzystuje.


Język, jakim posługuje się autor można zaliczyć jako wulgarny (chociaż jest to potrzebne), a dokładne opisy znęcania się nad ludźmi nie pozostawiają wiele wyobraźni. Miałam wrażenie, że w tej części pojawiło się za dużo dialogów w stosunku do krótkich opisów. Książka pozostawia po sobie ogromny niedosyt i mówię to trochę w negatywnym znaczeniu - w pewnym momencie musiałam się zastanowić, co właściwie osiągnęli bohaterowie.
Okładka jest bardziej dopracowana i szczegółowa, ze względu na zamieszczoną dodatkowo fotografię. Od razu przykuwa wzrok i miłośnik kryminałów nie powinien przejść obok niej bez zwrócenia uwagi. Nie przypominam sobie żadnych bardzo rażących błędów, chyba nie wkradły się poważniejsze literówki lub uchybienia korektorskie.
Wbrew temu, co tu napisałam, książka jest dobra. Nie tak dobra, jak jej poprzedniczka, gdzie czytelnik przeżył szok już przez samą tematykę czy opisy. Ofiara pozostawia po sobie ogromną niepewność co do tego, co będzie dalej, więc recenzja Pokuty już na dniach. Mam nadzieję, że się nie zawiodę!
Ines de Castro

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.