Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania autorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania autorskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2019

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w Empiku w Katowicach

W sobotę, 16.03.2019 miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Alkiem Rogozińskim. Odbyło się ono w katowickim Empiku w Silesia City Center. Tym razem świętowaliśmy premierę dziesiątej książki autora - Śmierć w blasku fleszy. O 15:30 na scenę (przeniesioną po przebudowie w kąt na parterze - nie najlepsze posunięcie) weszła prowadząca - Agata Śliwa oraz Alek, ubrany w gotyckie wdzianko, aka górniczy mundur, aka strój pszczółki Mai.
Tym razem wiedziałam, czego się spodziewać po spotkaniu z księciem komedii kryminalnej - dużo, dużo gadania i śmiechu. Moje oczekiwania w pełni zostały spełnione, ponieważ Alek zagadał prowadzącą, doprowadzając widownię do płaczu ze śmiechu swoimi anegdotkami.


Jak zawsze pojawiły się oczywiście tematy związane z pracą pisarza, procesem tworzenia dziesiątego dziecka oraz planów na przyszłość. Oprócz tego Alek zdradził nam co nieco na temat swoich przygód na spotkaniach w innych miastach. Jako że uwielbiam Rogozińskiego, mogłabym słuchać jego historyjek godzinami i nigdy by mi się one nie znudziły. Są one genialną metodą na odstresowanie, lekkie odmóżdżenie oraz miłe spędzenie czasu - nie ma się co nastawiać na filozoficzne wywody, ponieważ śmiech to zdrowie, a w doprowadzaniu nas do niego Alek Rogoziński jest absolutnym mistrzem.
Po godzinnych pogaduszkach nadszedł czas na podpisy, zdjęcia i przytulasy. Ja akurat przyniosłam ze sobą kartkę urodzinową dla babci - również ogromnej miłośniczki książek Alka. Po wpisaniu w środku życzeń (którymi, nawiasem mówiąc, babcia chwaliła się wszystkim wokół) zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, a następnie ja ruszyłam z powrotem do domu, zostawiając Alka w rękach innych fanek.


Na koniec parę słów o organizacji. Empik w Katowicach zmienił się i to niewątpliwie na gorsze. Zero kameralności i wygody - siedzeń było naprawdę mało, więc na tyłach zostało sporo osób, które musiały stać. Jeśli zaś chodzi o towarzystwo, to, jak wiadomo, są ludzie i ludziska - jedni uważają się za lepszych od innych z powodu tego, skąd przyjechali, czym się zajmują lub jak długo znają autora. A w rzeczywistości, przynajmniej w przypadku Alka, to nic nie znaczy. Każdy może podejść, porozmawiać i się przytulić, ponieważ wszyscy poświęcili swój czas na to spotkanie oraz sięgają po książki księcia komedii kryminalnej.
Ines de Castro

sobota, 20 października 2018

4. Śląskie Targi Książki

Śląskie Targi Książki w Katowicach to jedno z takich wydarzeń, bez których nie wyobrażam sobie mojego czytelniczego roku. O ile myślę, że czasem Kraków będę mogła odpuścić, tak w Katowicach chcę pojawiać się co roku. Ma to związek z bardzo dobrym rozplanowaniem logistycznym całych targów i znakomitą organizacją. 


13.10. przyjechała do mnie Ania, przyjaciółka z Krakowa. Dzięki pomocy mojego taty nie musiałyśmy martwić się zbytnio dojazdem. Targi jak zwykle przyjęły nas serdecznie, niskimi cenami, małą ilością ludzi i przestronnymi korytarzami. Wstęp, jak co roku był za darmo. Najpierw udałyśmy się do Ryszarda Ćwirleja, który podpisał mi dwa zbiory opowiadań - Zabójczy pocisk oraz Rewers. Okazał się on bardzo sympatyczną osobą, z którą trochę porozmawiałam. 

 

Następnie ruszyłyśmy na zakupowe łowy, bym później mogła spotkać się z Robertem J. Szmidtem, autorem jednego z opowiadań w zbiorze Inne światy. Podziękowałam autorowi za zabranie mnie swoim krótkim tekstem myślami do Japonii i Chin.

 

W związku z dość długą przerwą do kolejnego spotkania, wróciłyśmy do zakupów, rozmów z wydawcami i ogólnego kręcenia się po hali targów. W międzyczasie udało nam się spotkać Kubę Ćwieka, po którego autograf pójdę w Krakowie. Zamieniliśmy kilka słów i przy wejściu na niebezpieczny temat Remigiusza Mroza, ktoś sprzątnął nam Kubę sprzed nosa. 
Poszłyśmy więc do Melissy Darwood, u której kupiłam Laristę z zakładką i zdobyłam na nich podpis. Udało mi się też przeprowadzić dość spontaniczny wywiad

  

Następnie ponownie pokręciłyśmy się po stoiskach wystawców, oddając się zakupom, gromadzeniu zakładek i innych gratisów. Rozdałam też kilka wizytówek, dopytałam o interesujące mnie współprace i no cóż, zobaczymy co z tego wyniknie. Około 14:00 poszłyśmy na stoisko wydawnictwa SQN, gdzie odbywało się spotkanie z autorami opowiadań w antologii Inne Światy: Anetą Jadowską, Jakubem Małeckim, Robertem J. Szmidtem (mimo że nie był uwzględniony w planie) oraz Łukaszem Orbitowskim. Aneta podpisała mi Diabelski młyn, sampler swojej najnowszej książki Dynia i Jemioła oraz Inne światy, a Kuba Małecki - Inne światy i Zabójczy pocisk

 

 

Łukasz Orbitowski niestety trochę się spóźniał, więc udałyśmy się do Kasi Haner, by zdobyć podpisy w Serii Mafijnej (Zakazany układ oraz Piekielna miłość) oraz Zapomnij o mnie.

 

Po powrocie do SQN zdobyłam podpis Orbitowskiego w Innych światach i Zabójczym pocisku.

 

W związku z dłuższą przerwą przed kolejnym interesującym nas wydarzeniem, postanowiłyśmy podjechać do centrum Katowic, odwiedzić księgarnię i coś zjeść. W pierwszym księgarskim przybytku kupiłam sobie Fałszywy pocałunek, ponieważ mój egzemplarz zaginął gdzieś w akcji, a premiera drugiego tomu zbliża się nieubłaganie. Po jedzeniu wróciłyśmy do Międzynarodowego Centrum Kongresowego i zaliczyłyśmy ostatni punkt naszego programu - spotkanie z Anetą Jadowską. Uwielbiam słuchać tej autorki i za każdym razem, gdy mam okazję idę na rozmowy z nią, by dowiedzieć się czegoś o planowanych premierach, sposobie pisania i innych sprawach z życia pisarza.


Po wszystkim Ania pojechała bezpiecznie do Krakowa, a ja wróciłam do siebie z ogromnym zapasem nowych książek i zakładek. Dodatkowo, w domu czekały na mnie dwie dodatkowe pozycje (Ostrożnie z miłością oraz Drugi legion), a w konkursie u Ani również wygrałam książkę (Brudna gra). To był męczący, ale satysfakcjonujący dzień.



14.10. pojechałam do Katowic jeszcze raz, tym razem tylko na spotkanie z Robertem Małeckim. Ludzi było niewiele, udało mi się zamienić kilka miłych słów z pisarzem, pod którego wrażeniem pozostaję razem z moją mamą, która mi towarzyszyła. Robert podpisał Skazę oraz Zabójczy pocisk, odejmując tym samym jeden z punktów mojego programu na targi w Krakowie. Po wszystkim wróciłyśmy do domu.


  

Jak już mówiłam, Targi w Katowicach zawsze będą dla mnie wyjątkowe. To właśnie tu można poczuć prawdziwą czytelniczą atmosferę - nie wśród ściskającego tłumu, ale przechodząc swobodnie między stoiskami i poświęcając odpowiednią ilość uwagi wszystkiemu, co mnie interesuje. Co bardzo mnie ucieszyło to to, że część autorów pamiętała moje imię lub mnie kojarzyła, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Każdy, z kim się spotkałam otrzymywał ode mnie zakładkę z logo bloga, stworzoną specjalnie na tę okazję. A z Katowicami widzę się w przyszłym roku, tym razem... w grudniu!
Ines de Castro

sobota, 17 lutego 2018

Spotkanie z Anetą Jadowską w Empiku w Katowicach

09.02.2018 pojechałam z tatą do Empiku w katowickiej Silesii, aby wziąć udział w spotkaniu z Anetą Jadowską. Zostało one zorganizowane z okazji premiery jej najnowszej książki - Trup na plaży i inne sekrety rodzinne. Dzięki błyskawicznej dostawie egzemplarza do recenzji od księgarni livro.pl mogłam zdobyć autograf w przeczytanej już przeze mnie powieści. Dotarłam na miejsce sporo przed czasem z obawy przed tłumami. Na szczęście, spotkanie odbyło się w bardzo kameralnym gronie (około 20 osób). 


Mniej więcej o 18:00, za empikowym stolikiem zasiadła Aneta Jadowska oraz Kinga Maszota, pracownica wydawnictwa SQN, która przeprowadziła rozmowę z autorką. Poruszane podczas spotkania kwestie dotyczyły głównie najnowszej książki Anety, ale pisarka uraczyła nas także kilkoma zabawnymi anegdotami dotyczącymi pisania jej innych książek. Opowiedziała także historię powstania okładki jej najnowszej powieści (jak fanart Magdy Babińskiej stał się okładką). Jak właściwie wszystkim wiadomo, Jadowska jest osobą mówiącą dość dużo, przez co w trakcie jej rozmowy z Kingą odpowiedziała na wszystkie pytania, jakie ja do niej przygotowałam. W spotkaniach z tą autorką bardzo fajny jest fakt, że rozmowa schodzi na boczne tory, nie dotyczy stricte książek, ale poruszane są tematy jedzenia, świąt czy wakacji. Z całego spotkania najbardziej zapadła mi w pamięć opowieść po pobycie autorki w Ustce i o tym, jak wpadła na pomysł napisania kryminału, którego akcja będzie się działa właśnie w tym mieście. Przybliżyło to nam obraz nadmorskiego miasteczka i jego mieszkańców, który dokładnie tak samo został ukazany w Trupie....


Po niecałej godzinie (która minęła, niestety, błyskawicznie) była oczywiście możliwość zdobycia autografów oraz zrobienia sobie zdjęć (o czym niektórzy zapomnieli). Okazało się, że Aneta kojarzy moją twarz (do kojarzenia mojego imienia i nazwiska oraz bloga przez autorów jeszcze długa droga) i tak oto powspominałyśmy zeszłoroczne Śląskie Targi Książki. Opowiedziałam jej także, jak siedziałam do późnej nocy z Trupem.... Dedykacja, jaką zapisała pisarka w moim egzemplarzu jest jedną z ładniejszych jej autorstwa. Śliczna jest także pieczątka, zaprojektowana specjalnie dla tej książki (pod względem pieczątek do książek Jadowska jest na czele, jeśli chodzi o autorów). Później zrobiłyśmy sobie zdjęcie, które moim zdaniem wyszło ślicznie. Po spotkaniu udało mi się jeszcze kupić numer magazynu Pocisk z Anetą na okładce, więc po powrocie do domu mogłam wrócić myślami do minionego spotkania oraz Garstki z Ustki.


Spotkania w Empiku w Silesii należą do moich ulubionych, ponieważ zazwyczaj jest tam kameralnie, a liczba uczestników spotkania zawiera się między 20 a 50. Wszystko jest zazwyczaj dopięte na ostatni guzik, zarówno ze strony organizatorów, jak i samego Empiku. Akurat do Silesii mogę jeździć w ciemno, ponieważ wiem, że spotkania tam należą do udanych.
Ines de Castro

środa, 6 grudnia 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w Empiku w Katowicach

W sobotę, 7 października 2017 miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Alkiem Rogozińskim. Odbyło się ono o godzinie 16:00 z okazji premiery jego najnowszej książki - Lustereczko powiedz przecie. Miejsce na spotkanie udostępnił Empik w Silesia City Center, gdzie pojechałam z mamą zaopatrzona w dwie części serii o Róży Krull i zbiór opowiadań Księgarenka przy ulicy Wiśniowej. Po raz pierwszy zabrałam też specjalnie wydrukowane na tę okazję wizytówki mojego bloga. Na początku wszyscy otrzymali upieczone ciasteczka - jedne, zwyczajne, były troszkę przypalone, ale za to babeczki z jabłkiem - pierwsza klasa! 


Spotkanie prowadził Adam Szaja z portalu Smak książki i udało mu się pobić rekord pytań zadanych Alkowi (było ich chyba 8). Około 50-osobowa publiczność również zrobiła swoje, bo padło zwyczajowe 9 pytań od fanów (w tym jedno od mojej kochanej mamusi). Alek okazał się bardzo sympatyczną osobą z poczuciem humoru (co w jego przypadku, księcia komedii kryminalnej, jest koniecznością). Jest także straszną gadułą, ale pozostaje w tym uroczy na swój własny sposób. Wśród poruszanych w trakcie rozmowy tematów znalazła się miedzy innymi współpraca autora z Magdaleną Witkiewicz, portal storytel.pl, dalsze losy Róży Krull, życie pisarza oraz jak powstała Księgarenka przy ulicy Wiśniowej. Niestety, nie obyło się bez gafy - autor pomylił Katowice z Poznaniem i z zażenowania schował się za stół, przy którym było prowadzone spotkanie. Myślę jednak, że fani wybaczyli mu tę pomyłkę, bo na Alka naprawdę nie można się gniewać! 

  

Po ponad godzinie rozmów w dość kameralnym i luźnym gronie, nadszedł czas na autografy i zdjęcia. Alek przywiózł śliczną pieczątkę ze swoim zacnym tytułem, którą każdy mógł sobie przybić w książce (ja z zaaferowania 2 razy zrobiłam to do góry nogami, ale za trzecim razem wyszło już poprawnie 😂). Udało mi się poznać z Alkiem jako jednej z pierwszej, pisarz każdemu poświęcił czas na indywidualne zapoznanie i chwilę rozmowy. Wszyscy otrzymali też spersonalizowane dedykacje, co jest chyba cechą charakterystyczną Rogozińskiego. Wręczyłam mu wizytówkę mojego bloga i okazało się, że kojarzy mnie z Instagrama, bo przed spotkaniem kilkakrotnie oznaczyłam go w relacji. Porozmawialiśmy też o ustawie dotyczącej ujednolicenia cen książek i tym, ile zarabiają pisarze na swoich dziełach (jest to tak niewielka kwota, że nie będę nawet pisać ile, bo i tak nie uwierzycie). Na końcu zrobiliśmy sobie obowiązkowe selfie, a ja z bananem na twarzy wróciłam do domu.
  

Przyznaję, że organizacja spotkania była bardzo dobra - każdy miał krzesełko i widział pisarza. Tłumów, jak wspominałam, nie było, co nadało spotkaniu kameralny charakter. Oczywiście w Empiku można było kupić powieści Rogozińskiego (szkoda tylko, że bez żadnej dodatkowej zniżki). Było to moje pierwsze "nietargowe" spotkanie autorskie i przyznaję, że bardzo mi się podobało. Alek okazał się naprawdę cudownym, zabawnym człowiekiem, z którym można rozmawiać godzinami. Na pewno jeszcze nie raz się z nim spotkam, a z jego twórczością na pewno się zaprzyjaźnię.
Ines de Castro


  

sobota, 2 grudnia 2017

Spotkanie z Dmitrym Glukhovskym w Empiku w Katowicach

25.11.2017 pojechałam z tatą do Katowic, gdzie w domu towarowym Supersam miało odbyć się spotkanie z jednym z najwybitniejszych rosyjskich pisarzy młodego pokolenia - Dmitrijem Glukhovskym. Spotkanie o godzinie 18.00 organizowało wydawnictwo Insignis z okazji premiery najnowszej książki autora - Tekst (zapowiedź książki i spotkań mogliście zobaczyć TU). Prawie spóźniliśmy się na spotkanie ze względu na problem z parkingiem (czemu w Supersamie nie ma parkingu?!) - zaparkowaliśmy w Galerii Katowickiej i potem prawie biegliśmy do Supersama. Gdy tylko wyjechaliśmy na 1 piętro, okazało się, że spotkanie nie jest w Empiku, ale we wnęce w korytarzu - ilość ludzi była zastraszająca! Około 300 osób siedziało i stało w oczekiwaniu na autora takich bestsellerów jak Metro 2033, 2034, 2035 czy Futu.re. Zupełnym przypadkiem udało mi się spotkać moją dobrą koleżankę z podstawówki, co już było miłym akcentem na początku wydarzenia. Niestety, musieliśmy się rozdzielić, bo ochroniarz wygonił część osób na tyły, ale na szczęście wepchnęłam się między siedzących a ścianę, dzięki czemu coś widziałam. Dmitry trochę się spóźnił, ze względu na problemy z dojazdem oraz opóźnienie we Wrocławiu, gdzie rano też miał spotkanie autorskie. 


Rozmowę z pisarzem przeprowadzał Adam Szaja, znany mi już ze spotkania z Alkiem Rogozińskim. Była też tłumaczka z rosyjskiego na polski (bo Glukhovsky chciał udowodnić, że jest prawdziwym Russian writer), która niestety okazała się największą klapą spotkania. Na szczęście, Dmitry, widząc nasze niepocieszone miny, szybko przeszedł na angielski i spotkanie do końca zostało poprowadzone właśnie w tym języku. Rozmowa skupiła się na najnowszej premierze (Polska jest pierwszym krajem, w którym przetłumaczony Tekst został wydany). Nie rozmawialiśmy tylko o treści książki, autor zagłębił się w psychologiczny aspekt tej powieści oraz zwrócił uwagę na rolę smartfonów w każdym życiu, co stanowi tematykę Tekstu. Pytania od fanów dotyczyły jednak głównie Metra, gdyż jest to najbardziej znane "dziecko" Dmitrija. 


Po jakiejś godzince spędzonej w okropnej duchocie i gorącu (bo nikt nie włączył klimatyzacji!) nadszedł czas na autografy i zdjęcia. Najpierw ruszyły osoby siedzące, rzędami, czego skrupulatnie pilnował pracownik wydawnictwa. Wszystko było zorganizowane tak, by kolejka była niewielka i dochodziło do niej po kilka osób. Otrzymaliśmy też karteczki, na których można było zapisać swoje imię, by autor mógł zadedykować książkę tej osobie. Po około godzinnym oczekiwaniu udało mi się dotrzeć do Dmitrija i onieśmielona zapomniałam o owej karteczce z imieniem, ponieważ skupiam się na powiedzeniu dzień dobry po rosyjsku. Na szczęście autor zrozumiał moje przejęcie i w ramach docenienia moich niewielkich zdolności lingwistycznych zadedykował mi książki, pisząc cyrylicą. Szkoda mi tylko, że ma on tak mało wyrafinowany podpis, wyglądający jak pętelka. Ale cóż, wszystkiego mieć nie można. Po krótkiej rozmowie zrobiliśmy sobie zdjęcie i przytuliliśmy się (bo czemu nie?). Wdzięczna tacie oraz pisarzowi za poświęcenie mi chwili, wróciłam do domu z szerokim uśmiechem na twarzy.


Spotkanie nie było zbyt wyrafinowane, jeśli chodzi o organizację. Zdecydowanie wolę bardziej kameralne rozmowy z autorami, a tutaj poczułam się trochę jak na Targach Książki w Krakowie. Myślę też, że lokalizacja nie była odpowiednia ze względu na wspomniany wcześniej brak parkingu w Supersamie oraz brak wentylacji. Tłumaczka również się nie popisała, ale muszę przyznać, że czytelnicy byli traktowani fair i zadbano o to, abyśmy nie musieli stać w kilkudziesięciometrowej kolejce. Całe spotkanie oceniam jednak na plus, ponieważ większość niedociągnięć wynikła bardziej z winy placówki niż organizatorów (proszono o klimatyzację, a nikt chyba nie spodziewał się takich tłumów). Uważam, że była to dość ciekawa przygoda i na pewno chciałabym się jeszcze spotkać z Dmitrijem, ale raczej nie w takim ścisku.
Ines de Castro

niedziela, 12 listopada 2017

3. Śląskie Targi Książki

11 listopada 2017 wybrałam się z mamą do Katowic, by wziąć udział w trzeciej edycji Śląskich Targów Książki, organizowanych w dniach 10-12.11.2017. Po szaleństwie w Krakowie, postanowiłam, że te targi będą wydarzeniem spokojnym, typowo relaksującym. Jak w poprzednim roku, wstęp był darmowy, a ludzi nie było zbyt wielu. Mimo że jedną z największych gwiazd okazała się prawdopodobnie Katarzyna Bonda, ja przyjechałam dla spotkania z Fantastycznych Kobiet Hardą Hordą. Nim jednak ono nastąpiło, udało mi się zakupić książkę History is all you left me Adama Silvery, do której przeczytania przymierzam się dość długo. Niestety, na czytanie po angielsku muszę poświęcać o wiele więcej czasu niż po polsku, więc większość książek w oryginale zostawiam sobie na wakacje. 


W związku z zapasem wolnego czasu, postanowiłyśmy odwiedzić stoisko, na którym można było nabyć książkę KOMBI - Słodkiego miłego życia - historia prawdziwa wraz z autografem autora i jednego z muzyków zespołu będącego przedmiotem tej biografii - Sławomira Łosowskiego. Mama skorzystała z tej niecodziennej możliwości a ja przy okazji zrobiłam jej urocze zdjęcie z muzykiem.


Następnie udałam się po autograf do Agnieszki Hałas, która jest jedną z członkiń wspomnianej wyżej grupy. Należy do niej także Aneta Jadowska, ale jej podpisy miałam okazję zdobyć na targach w Krakowie. Wbrew oczekiwaniom, kolejka była niewielka, a pani Hałas poświęcała każdemu tyle czasu, ile ten ktoś potrzebował. Nie mogłam się oczywiście powstrzymać przez wręczeniem jej wizytówki bloga oraz zrobieniem sobie z nią zdjęcia. Autorka okazała się bardzo sympatyczną, ale jednocześnie tajemniczą osobą. Na podstawie przeczytanego początku Dwóch kart mogę stwierdzić, że bardzo pasuje mi do pisarki fantasy i w jakiś magiczny sposób widać, że to właśnie ona napisała tę mroczną historię.



Po autografach i krążeniu po stoiskach, wolnym krokiem poszłyśmy już do Forum 1, by wziąć udział z przedstawicielkami Hardej Hordy. Tego dnia były to: Aneta Jadowska, Agnieszka Hałas, Anna Hrycyszyn oraz Magdalena Kubasiewicz. Autorki wzbudziły we mnie dość różnorodne uczucia, odpowiadały na pytania o to, czy mężczyźni piszą lepiej, jak wygląda ich proces twórczy, a także opowiedziały różne anegdoty ze swojej przeszłości. Dotknęły również tematu pisarzy dyslektyków, swoich najnowszych premier i tego, jak w ogóle powstała Fantastycznych Kobiet Harda Horda. Najwięcej na każdy temat mówiła Aneta Jadowska, swoim lekkim i przyjemnym stylem, ponieważ na sali było chyba najwięcej jej fanów. Agnieszka Hałas otworzyła się bardzo przed nami i podziwiam ją za to, że potrafiła opowiedzieć o niektórych sprawach. W dodatku bardzo ładnie i poprawnie się wysławiała (a to wcale nie jest częste wśród pisarzy), co obie z mamą doceniłyśmy. 


Po zakończonym spotkaniu, wróciłyśmy do domu - zrelaksowane i wypoczęte. Właśnie to jest zaletą targów w Katowicach - są przystosowane do mniejszej ilości osób, ale mają miejsca do siedzenia, kącik dla dzieci oraz przyjemną atmosferę, w której miło spędza się czas.
Ines de Castro

sobota, 28 października 2017

21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

28 października 2017 roku wybrałam się z tatą do Krakowa, by uczestniczyć w Targach Książki. Przygotowałam się do nich, zabierając ze sobą ogromną walizkę z powieściami, która okazała się pomocna w torowaniu drogi. Niestety, całość imprezy przypominała jeden ogromny spęd bydła...
Na Targi dotarliśmy jeszcze przed oficjalnym startem, ale nie okazało się to zbytnio pomocne w uniknięciu choć części kolejek. Weszliśmy bez problemu, jako blogerowi udało mi się zdobyć wcześniej bezpłatną wejściówkę. 
Od razu ruszyłam w stronę sali, gdzie miało się odbyć spotkanie z E.E.Schmittem. Tłumy były ogromne, a przed wejściem ciągnęła się kolejka, która została ustawiona także w sali. Na staniu tam spędziłam około 3 godziny (poznałam za to przemiłą panią, która doradziła mi trochę w wyborze studiów), przez co przepadły mi kolejne spotkania, na których w zdobywaniu autografów wyręczył mnie tata. Udał się on do Jacka Łukawskiego (autografy na książkach: Krew i stal oraz Grom i Szkwał) oraz Kasi Haner (podpisała ona trylogię o Morfeuszu), do której potem udało mi się dobiec i zrobić z nią zdjęcie. 

  

  


Co do Schmitta... nie wiem, dlaczego to wszystko tak długo trwało. Ja spędziłam z pisarzem około 2 minut, w ciągu których wypowiedziałam może 2 zdania. Okazało się także, że autor nie mówi po angielsku i potrzebny był tłumacz, którego obecność na szczęście zagwarantowało wydawnictwo. W dodatku autorowi nie można było robić zdjęć, o czym dowiedziałam się po zrobieniu poniższego. Schmitt podpisał mi (po francusku) Noc ognia, a ja pognałam na stoisko Helionu. 

 

Tam zrobiłam sobie już wspomnianą wcześniej fotkę z K.N.Haner oraz porozmawiałam z Laylą Wheldon, która podpisała dwa egzemplarze pierwszego tomu Dance, Sing, Love

 

 

Po zapakowaniu podpisanych książek do walizki, rozdzieliłam się z tatą i poszłam na stoisko Filii, gdzie zakupiłam Większość bezwzględną oraz Art&Soul i stanęłam w uroczej kolejeczce do Alka Rogozińskiego i Magdy Witkiewicz, którzy promowali swoją wspólną książkę, czyli Pudełko z marzeniami (które kupił mi tata, bo na targach było dostępne przedpremierowo w niewielkiej liczbie egzemplarzy). Okazało się, że Alek mnie nie pamięta, ale w związku z tym, że go na tym przyłapałam, napisał mi uroczę dedykację i teraz już mnie kojarzy.

 

 

Następnie udałam się na stoisko Gandalfa, gdzie książki podpisywał Andrzej Pilipiuk. Udało mi się być tam dość wcześnie, jeszcze przed autorem, więc kolejka nie była długa. Pisarz okazał się bardzo osobliwym człowiekiem, a moją opinię na temat jego twórczości być może poznacie w 2018 lub 2019 - mam zamiar przeczytać podpisany przez niego egzemplarz Wilczego leża.

 

Kolejną osobą na mojej liście spotkań był Jakub Ćwiek na stoisku SQN. Wcześniej kupiłam tam Grimm City. Bestie i dzięki temu mogłam zdobyć w niej autograf autora. Dedykacja, w formie kwiatuszka była odpowiedzią na moją prośbę o coś ładnego.


 

Następnie pognałam szybko do Melissy Darwood, która miała odłożony dla mnie egzemplarz Luonto oraz 2 cudowne, drewniane zakładki. Wszystko zostało podpisane, a ja spędziłam z autorką kilka bardzo miłych chwil.

  

Gdyby było mi mało SQN, wróciłam tam na sesję autografową Anety Jadowskiej oraz ilustratorki jej książek, Magdy Babińskiej. I ojej, jak ja kocham te podpisy w Akuszerze bogów! Było tam naprawdę uroczo i sympatycznie, a okazało się, że Aneta kojarzy mojego bloga.

 

Następnie udałam się na stanowisko Filii, gdzie książki podpisywała B.C.Cherry i przyznaję, że było to jedno z najlepszych spotkań. Autorka okazała się bardzo ciepłą i serdeczną osobą, a ja na spokojnie mogłam sobie z nią porozmawiać po angielsku (w tym wypadku tłumacza nie było, przez co osoby nieznające języka miały trochę trudności). Podpisała ona wcześniej kupiony przeze mnie egzemplarz Art&Soul, który mam zamiar przeczytać w przyszłoroczne wakacje.

 

W końcu ruszyłam pod salę Wiedeń A, pod którą rozpętało się coś czego nigdy nie zapomnę. W sali siedział Remigiusz Mróz, a kolejka ciągnęła się przez prawie całą długość EXPO. Po 2 godzinach stania, okazało się że można wnosić maksymalnie 2 książki... A ja w walizce miałam ich 20. Myślałam, że umrę ze wstydu i złości, gdy ludzie patrzyli na mnie jak na potłuczoną, gdy próbowałam to wszystko upchnąć. Dzięki tacie miałam całkiem niezłą pozycję w ogonku, ale i tak staliśmy tam w sumie 3 lub 4 godziny. W kolejce poznałam przemiłą Anię, również mrozoholiczkę, z którą czas mijał trochę szybciej. Gdy w końcu dotarłam do mojego ulubionego autora, dałam mu do podpisu 3 książki: Inwigilację, Oskarżenie oraz W cieniu prawa, które miało być prezentem dla mojej cioci (która, jak się okazało, nazywa się tak samo jak mama Remigiusza; zapomniałam o zrobieniu zdjęcia autografu). Po ostatnim zdjęciu z autorem mogłam w końcu wrócić do domu, zmęczona, lecz usatysfakcjonowana jak rzadko kiedy.

  

Ludzie na Targach Książki w Krakowie to istne szaleństwo. Jest ich mnóstwo i zachowują się tak, jak tego doświadczyłam - niektórzy blogerzy roszczą sobie prawo do bycia pierwszymi w kolejce, nie obywa się też bez przepychanek. To, co się tam działo stanowiło idealny materiał na mój amatorski reportaż, który napisałam. Gdy ktoś jednak zapyta mnie, czy jeszcze wybiorę się do Krakowa, odpowiem: tak. Dla mniejszej ilości autorów, z mniejszą ilością książek. Wiem teraz, co to znaczy targowe szaleństwo i zobaczymy co za rok zaoferuje Kraków.
W międzyczasie odebrałam też kilka egzemplarzy recenzenckich i oczywiście wydałam fortunę na nowe książki i torby, wszystkie zdobycze możecie zobaczyć poniżej.


  

*mimo że na targach rozdałam mnóstwo wizytówek w związku ze spotkaniami z autorami i wydawcami, nie przyniosło to żadnego efektu, jeśli chodzi o nowe współprace. Przyznaję jednak, że jestem dumna ze swojej marki i nadal będę dumnie reprezentowała swojego bloga. Czy to z wizytówkami, czy z czymś innym.
Ines de Castro
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.